Archiwa tagu: dolomity

20.07.2019 Monte Paterno 2.744 m n.p.m. – tym razem nie odpuszczę!!!

c.d. dzień 3

W oddali Monte Paterno 2.744 m n.p.m.

Po zejściu z Torre di Toblin, zrobiliśmy sobie malutki odpoczynek przy jeziorkach Lago dei Piani. Nie trwało to zbyt długo, gdyż zaczęły nadciągać chmury i postanowiliśmy ruszyć na Monte Paterno, by uniknąć ewentualnego deszczu.

Pierwszy etap trasy, to przejście grzbietem w stronę wejścia do wnętrza góry. Jest to łatwa i przyjemna część drogi. Dochodzimy do charakterystycznej iglicy „Frankfurter Wurst” i tuż za nią wchodzimy do pierwszego tunelu skalnego. Po przejściu kilkuset metrów, wychodzimy na zewnątrz i znajdujemy się na takim jakby „balkonie”, z którego rozprzestrzenia się fantastyczny widok.

Przejście grzbietem w stronę Frankfurter Wurst
Wejście do pierwszego „tunelu skalnego”
Chwila odpoczynku na „balkonie”

Nie spodziewałam się czegoś takiego, co zobaczyłam kilkanaście metrów dalej. Ogromny korytarz, schody do góry oraz 100% ciemność i chłód (trzeba było się ubrać i założyć czołówki). Tutaj zaczynała się właściwa ferrata. Ubiegłoroczne zdjęcia robione przez Pjotera podczas samotnego wejścia na szczyt, nie oddają tego co zobaczyliśmy. Naprawdę, to trzeba zobaczyć na żywo!

Wejście – początek ferraty Innerkofler – De Luca
Ferrata – całkowita ciemność…

W tych ciemnościach szliśmy jakieś 15 minut aż znaleźliśmy się na niewielkiej platformie. Następnie zaczęliśmy się wspinać do góry, wzdłuż stalowej liny aż do przełęczy Forcella del Camoscio. Stamtąd, kolejna ferrata prowadziła już na szczyt.

Widok z platformy – tuż przed ostatnim odcinkiem farraty
Dziku w akcji 🙂

Na Przełęczy miałam małe zwątpienie – fizyczne i psychiczne (nieciekawe chmury). Jednak pomyślałam sobie, że po raz trzeci mnie tu już na pewno nie będzie i postanowiłam wyjść na szczyt.

Po drodze, spotkaliśmy trójkę uroczych Polaków z USA, z którymi mieliśmy okazję wejść i zejść ze szczytu.

Widok z góry
Widok z góry na Tre Cime
Szczęśliwi – Monte Paterno 2.744 m n.p.m.
Wspaniała ekipa w całej okazałości – pozdrawiamy USA!!!
Zejście ze szczytu

Niestety przy zejściu, zaczął padać deszcz a w oddali było słychać grzmoty, co zmotywowało damską część zespołu do nadania po mimo zmęczenia i znużenia, duuuużego tempa.

Tak szybko się to wszystko działo, ze nawet nie wiem kiedy doszliśmy cali i zdrowi chociaż przemoknięci na przełęcz pod Tre Cime.

Ostatni tunel podczas zejścia
Czarne chmury

Droga zejściowa, którą szliśmy, biegnie prawie że równolegle do szlaku prowadzącego do schroniska Rifugio Antonio Locatelli (Drei Zinnen Hutte), z tą różnicą że jest ona po drugiej stronie masywu i biegnie dużo wyżej.