Dzień 7: 24.07.2017 – odpoczynek po przejechaniu 330 km
Po krótkiej nocy spędzonej w samochodzie na parkingu gdzieś po drodze do Włoch, z samego rana postanowiliśmy dojechać do miejscowości Bolzano (IT). Zaparkowaliśmy w centrum miasta i na ryneczku czekaliśmy aż zostanie otwarty punkt informacji turystycznej.
Wszyscy byli jacyś nieobecni i zmuleni po nocy.
W końcu pojechaliśmy na kamping Vollan w miejscowości Lana. Nocleg 11 euro za osobę a warunki świetne. Z miejscem było dość kiepsko, dlatego pozostaliśmy tam tylko na 2 noce a potem niestety już do Polski.
W ten dzień padało do popołudnia. Dopiero około 16:00 wyszło słońce. Był to test dla namiotów bo padało dość intensywnie, jednak namioty dały radę i nie przemokły!
Byłam padnięta po nieprzespanej nocy, mało co spałam – jak zwykle nie patrzyłam na swoje dobro, tylko żeby innych zadowolić i oczywiście miałam najgorsze miejsce w aucie. Ale coż…sama tego chciałam.
Dzień 8: 25.07.2017 – Zielspitze 3.009 m n.p.m.
Pobudka o 7:00, śniadanie i w drogę. Podjechaliśmy pod kolejkę, która była czynna od 8:30. Szybki 10-cio minutowy wjazd i w drogę.
Miały być 3 godziny drogi…
Początkowo trasa przebiega przez las. Cały czas pnie się ostro pod górę. Szło mi dość ciężko, gdyż zmęczenie po poprzednich dniach dawało już znać. Po jakichś 90 minutach przeszliśmy przez las i rozpoczęliśmy podejście na odkrytym terenie. Pogoda się trochę popsuła – im wyżej tym chłodniej i bardziej pochmurno.
Ścieżka prowadziła po kamieniach. Początkowo małych a potem po większych głazach. Nabieraliśmy wysokości. Po drodze napotkaliśmy stado baranów i owiec, które bardzo uważnie nam się przyglądały i doskonale pozowały do zdjęć.
W pewnym momencie zrobiło się tak chłodno, że trzeba było założyć kolejną warstwę na siebie. Powyżej 2.600, posypał się nawet drobny śnieg!
Każde z nas szło swoim tempem. Chłopaki czekały już na przełęczy, tuż przed końcowym etapem wejścia na górę.
Szlak prowadzi „doliną”, następnie zakręca w prawo i ostro do góry po dużych głazach. Tym sposobem dochodzi się do przełęczy. Jeśli przejdziemy kilka metrów w górę do prawej strony, możemy zaobserwować widoki, jakich wcześniej nie było widać – lodowce!
Zatrzymaliśmy się na kilka minut by zrobić pamiątkowe zdjęcia, po czym ruszyliśmy dalej.
Droga od przełęczy do szczytu trwała około 50 minut, spokojnym tempem. Trasa dość przyjemna, mała ekspozycja, przejścia graną praktycznie nie ma, natomiast widoki zapierają dech w piersiach. Zmęczona choć szczęśliwa dotarłam na samą górę! Mój pierwszy 3-tysięcznik! Wielka radość ale też niedosyt, że nie udało się tym razem zdobyć lodowca.
W drodze powrotnej natrafiliśmy na stado kozic, które podeszły do nas i nawet dały się pogłaskać.
Przy kolejce byliśmy tuż przed 18:00.
Wrażenia z wyjazdu niesamowite. Czujemy jednak niedosyt, bo nie udało się nam zahaczyć o lodowce ze względu na niesprzyjające warunki pogodowe a także o via ferraty w Dolomitach. Do następnego razu…już wkrótce!